Tropienie użytkowe, czy to coś więcej niż hobby?

Ta przygoda rozpoczęła się niby nie tak dawno, a jednak przez te już ponad sześć miesięcy sporo się wydarzyło. Za nami trzy egzaminy DB, dyplomy wiszą dumnie na ścianie w biurze ku radości moich współpracowników. Czy są dla mnie ważne? Absolutnie nie! Dziś krótki wpis o tym co dało i daje nam tropienie użytkowe...



Bycie z psem - tu i teraz

To chyba najważniejszy element. Dzięki tropieniu mogę robić z psem to co on lubi, co go kręci, w czym się sprawdza i w zasadzie do czego został stworzony. Jego zadanie myśliwskie przekierowałam na ludzi. Ważne jest dla mnie to, że mogę być tego częścią, że jesteśmy w tym razem. Praca nosem to jego żywioł. Niby wiele rzeczy robimy razem, jednak nie każda z tych rzeczy to praca, z tak dużą współzależnością. Tropienie użytkowe to praca zespołowa, a przede wszystkim trudna praca dla przewodnika, bardzo trudna... Mimo popełnianych błędów, które mam nadzieję wybacza mi Gerwazy, dająca ogromną satysfakcję, nie tyle z samego odnalezienia pozoranta, co z możliwości patrzenia na pracującego, spełnionego psa. To jak myśli, kombinuje, uczy się, rozwija, czasami liczy na naszą pomoc w trudnych chwilach - nie da się tego opisać słowami... Nasza trenerka wymyśla nam wiele utrudnień, wspaniale prowadzi rozwój Gerwazego, stopniowo, powoli - to procentuje i szczerze cieszy. Zadanie, które pojawia się ponownie, powoduje znacznie mniej problemów. Pies nie przychodzi o wsparcie, myśli i radzi sobie sam, bo już umie, wie, zna - mi pozostaje uważna obserwacja i nieprzeszkadzanie :) Czyli najgorsze :)

Chciałabym podkreślić, że bardzo ważne jest dla mnie to co dzieje się na śladzie, ze szczególnym naciskiem na "pies nic nie musi". I kiedy zdarzyło się powiedzieć "koniec" i przerwać zbyt trudne zadanie, nie było mi przykro, ani nie byłam zła... Widziałam, że zmaganie się ze zbyt wysoko postawioną poprzeczką było dużym obciążeniem, z którego zwolniony Gerwazy radośnie merdając ogonkiem "odetchnął z ulgą". Jesteśmy w tym razem, a komfort mojego psa jest dla mnie najważniejszy.

Trudne chwile

Zawsze są... Ta zabawa uczy pokory (oczywiście, jeśli chcesz to robić jak należy), pokazuje co jest ważne, gdzie są granice... Opanowanie, współpraca, zaufanie to chyba najważniejsze elementy. To my się uczymy, beagle umie tropić... Czasami trzeba odpuścić, czasami zrobić krok w tył. Tak, to trudne - dla nas, nie dla psa!

Z wszystkich śladów pamięta się te, w których popełniło się błędy, albo które nie zakończyły się odnalezieniem pozoranta (co najczęściej jest jednoznaczne). Z nich wyciąga się największą lekcję, oczywiście przy założeniu, że jesteśmy otwarci na naukę i chcemy przyjąć do wiadomości, że ktoś wie lepiej. Zepsuty start, wepchnięcie psa gdzieś, gdzie wcale nie ma śladu, zamknięcie mu drogi, brak uważnej obserwacji, brak zrozumienia tego co pies chce nam powiedzieć - zdarza się i trzeba to wziąć na klatę, wyciągnąć właściwe wnioski - jeśli chcemy pójść do przodu... Chcesz? :)

Doświadczenie i czas - tego potrzebuję

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że tropienie użytkowe można porównać do nauki jazdy samochodem. Jest sporo rzeczy do ogarnięcia: linka, to co pokazuje pies, zapamiętywanie tego gdzie już sprawdził, wiatr, słońce, cień, teren, ustawienie naszego ciała etc. I tak jak na początku ciężko nam jednocześnie zmieniać biegi, patrzeć w lusterka, włączać kierunkowskaz etc. tak również tropienie użytkowe wymaga zwykłego doświadczenia, treningu. Nie popełnia błędów tylko ten, kto nic nie robi. Jednym opanowanie tego przychodzi szybko, inni potrzebują więcej czasu. Powody mogą być różne, ale wydaje mi się, że najważniejsze są chęci i zaangażowanie w to co się robi. Pasja, hobby, zamiłowanie - niech każdy nazwie to jak chce. Im więcej włożysz, tym więcej wyjmiesz - myślę, że tutaj także działa ta zasada.

Na początku z przerażeniem patrzyłam na to skąd Marita WIE to czy tamto... Samo się nie zrobiło! Wiele śladów, wiele kursów, wiele godzin obserwacji, pracy, nauki - czyli jej doświadczenie. Teraz sama zaczynam to łapać, ale wiem też jak wiele przede mną ...i cieszy mnie ten fakt, że nadal jest nad czym pracować, że są cele do osiągnięcia, że mogę nadal coś lepiej, wiedzieć więcej, że może kiedyś będę większym wsparciem naszego zespołu :) Cieszy też mega fakt, że jest się od kogo uczyć! Bardzo doceniam, że tacy ludzie jak Marita czy Iwo pojawią się na mojej drodze...

O pozorowaniu słów kilka...

Pozorant to ważny element tej zabawy. Najlepiej, kiedy nie robi nic na własną rękę, a jedynie wykonuje zlecone mu przez trenera zadanie. Wydaje się to proste - bywa różnie :) Na treningach najczęściej każdy jest po dwóch stronach, ma zatem szansę poczuć jak to jest. Zdarza się, że ktoś postanawia utrudnić... zupełnie niepotrzebnie. Trener czuwa nad stopniem trudności śladu: jego długością, przeszkodami do pokonania, "pułapkami", crossami, backtrackami, powierzchniami. On wie najlepiej jak ma wyglądać tego dnia trening danego psa, czuwa nad kierunkiem wiatru, słońcem i cieniem - jakkolwiek to brzmi :) po prostu warto mu zaufać :).

Egzamin, czyli chwila prawdy! 

Za nami 3 egzaminy. Czy się stresowałam? Owszem! Czy byłam z nas dumna? Oczywiście! Czy uważam, że to potrzebne? Bardzo!

Każdy egzamin wniósł coś do naszego teamu. Oczywiście nie obyło się bez przygód. Dużą rolę odegrali wspomniani wcześniej pozoranci. Jeden postanowił bardzo utrudnić (jeżyny, bale, znacznie dłuższy ślad niż zaplanowano etc.), drugi zapomniał zostawić przedmiot i Gerwazy nawąchiwał ze znacznika umieszczenia przedmiotu (który przez chwilę trzymał pozorant i o którym na szczęście nie zapomniał). Nie da się ukryć, że im trudniejszy egzamin i większa liczba przygód, tym większa satysfakcja. Satysfakcja z własnego opanowania i naszej współpracy.

Na egzaminie jesteśmy sami - ja/ty i pies. Nie ma za plecami dobrej duszy, które podpowie jak się zachować, udzieli wsparcia w odpowiednim momencie. Jest czas i team, którego zadanie jest jasno określone. Zdanie egzaminu jest jednoznaczne z odnalezieniem pozoranta w określonym czasie. Nie wszystko zawsze idzie gładko, nie wszystko da się przewidzieć. Na śladzie mogą pojawić się przypadkowe osoby, psy, koty, konie, dzikie zwierzęta czy przeszkody, których nie było w planie, bo nigdy wcześniej ich nie przerabialiśmy :) Tylko spokój nas uratuje - i tak właśnie było u nas. To był ten moment, kiedy poczułam, że wszystko zależy ode mnie... Satysfakcja z tego, że nie zawiodłam mojego psa - ogromna... On pracował fantastycznie - wiadomo :)

Co dalej?

Kiedy rozpoczynaliśmy kurs tropienia użytkowego pierwszego stopnia moim marzeniem było ukończenie wszystkich 3 i uzyskanie możliwości uczestniczenia w treningach grupy tropiącej. Po 3 egzaminie dostałam maila, w którym nasza Guru napisała "Witam na pokładzie zdolniaszki  :))". Tak, to był bardzo ważny moment, moment w którym spełniło się moje marzenie :) Mam  nadzieję, że z treningu na trening będę coraz większym wsparciem dla mojego psa, że nie będę utrudniać Gerwazemu rozwoju, że nasza współpraca będzie nam obojgu dawała wiele satysfakcji i że nasza relacja będzie coraz lepsza, silniejsza... Wiem też, że jeśli przyjdzie moment, kiedy Gerwazy powie mi "mam dość" będę w stanie z tego zrezygnować, bo nie robię tego wyłącznie dla siebie i nie kieruje mną chora ambicja. Fajnie jest odnosić sukcesy, fajnie jest usłyszeć pochwałę... ale nic nie może się odbywać "za wszelką cenę"... oczywiście, jeśli na prawdę kochamy naszego psa.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dom wybuchł - beaglowa demolka

O beaglówkach z behawiorystką Joanną Hajdyła - Jarosz

Cztery kąty dla beagle'a - czyli o klatkach kennelowych

O beagle z... behawiorystką, współzałożycielką CONTACT DOGS