O beagle z… Bożeną Łukasiewicz, która od 1994 roku prowadzi hodowlę beagle z przydomkiem "Łaciata Sfora"

W kolejnej części cyklu "O beagle z..." pora na rozmowę z osobą, która wniosła bardzo wiele do beaglemaniackiego świata, w tym także mojego. O swojej przygodzie z beagle, która trwa nieprzerwanie od lat, opowie nam Pani Bożena Łukasiewicz, której hodowli z przydomkiem "Łaciata Sfora" chyba żadnemu beaglemaniakowi nie trzeba przedstawiać. Śmiało można natomiast powiedzieć, że "Łaciata Sfora" to najstarsza, nadal funkcjonującą hodowla beagle w Polsce.


Kamila Izdebska: Z tego, co mi wiadomo, Łaciata Sfora jest jedną z pierwszych polskich hodowli beagle w Polsce. Jak to się zaczęło? Dlaczego beagle? Skąd pochodziły Państwa pierwsze psy?

Bożena Łukasiewcz: Kiedy na początku lat 90-tych rozglądałam się z rodziną za odpowiednim psem dla nas, zobaczyłam zdjęcia beagle w pięknie wydanym albumie o psach. Od razu zakochałam się w tej rasie i postanowiłam, że muszę mieć takiego psa. Poszukiwania trwały bardzo długo, gdyż wtedy beagle w Polsce były prawie nieznane. Nawet w Związku Kynologicznym nie potrafiono mi wskazać żadnej hodowli tej rasy w Polsce. Postanowiłam sprowadzić sobie psa z zagranicy, ale w końcu dotarła do mnie informacja, że w Gdańsku urodził się miot beagle. Tak trafiłam do nieistniejącej już hodowli Bivalvia. W Bivalvi urodził się tylko jeden miot beagle i z niego właśnie w 1992 r. trafiła do nas suka Dumka, która miała znakomitego ojca pochodzącego z Danii – Daisy Hills Dynamiske Domino ze słynnej linii Daragoj. Poszliśmy dalej tym tropem i wybraliśmy się z Dumką do Danii na pierwsze krycie pięknym psem Daisy Hills Junglerende Joker. Przy okazji kupiliśmy tam cudownego psa DRUFUSA Harehunden. Z naszego pierwszego miotu aż trzy psy trafiły na wystawy – były to  Bonny, Baja i Bianka. Wszystkie zyskały tytuł Młodzieżowego i Dorosłego Championa Polski, a Bonny został pierwszym beagle Interchampionem z polskim przydomkiem hodowlanym. Był rok 1994 r. i tak to się zaczęło. Mogę więc stwierdzić, że Łaciata Sfora to jedna z najstarszych hodowli beagle w Polsce.

photo by Bożena Łukasiewcz

K.I.: Co cenią Państwo najbardziej w psach rasy beagle? Jaką jedną najważniejszą cechę wskazalibyście?

B.Ł.: Beagle są bardzo kontaktowe, energiczne i wyjątkowo piękne, do tego w znakomitym rozmiarze – nie za duże i nie za małe. Takie w sam raz. Uwielbiają towarzystwo człowieka. Są jednocześnie uparte, sprytne i niezależne, co bardzo sobie cenię, chociaż muszę przyznać, że czasami bywa to kłopotliwe. Jednak beagle kocha się pomimo wszystko – beaglemaniacy doskonale wiedzą, o czym mówię :).

To, co lubię w nich najbardziej, to bardzo miłe usposobienie i przyjazne nastawienie do życia. Można się wiele od nich nauczyć. Nigdy nie mają złego humoru. Zawsze pogodne i gotowe do wyzwań. Jak spojrzy się raz w oczy beagle nie można się w nich nie zakochać.

K.I.: Ile pokoleń beagle liczy Łaciata Sfora?

B.Ł.: Przyznam szczerze, że do tej pory nigdy się nad tym nie zastanawiałam i nie bardzo wiem, jak to policzyć, bo przecież psy z naszym przydomkiem żyją nie tylko w naszej hodowli . To jest drzewo genealogiczne, które rozrasta sie na wiele stron. Nasza hodowla zawsze stawiała na jakość, a nie na ilość. Jednak licząc najprościej, czyli „od góry do dołu", to na dzień dzisiejszy przez 23 lata dochowaliśmy się siódmego pokolenia beagle. Myślę że nie jest to dużo zważywszy, że teoretycznie mogłoby tych pokoleń być co najmniej 12.

photo by Bożena Łukasiewcz

K.I.: Mam jednego psa, któremu poświęcam sporo czasu. Wydaje mi się, że hodowla psów to zajęcie 24/7. Pod Państwa opieką pozostają przecież nie tylko dorosłe psy, ale także szczenięta. Jak to wygląda naprawdę?

B.Ł.: Rzeczywiście jest to praca na okrągło, a gdy rodzą się szczeniaki brakuje nieraz czasu na sen. Wszystko jest jednak kwestią organizacji i możliwości stworzenia psom odpowiednich warunków do życia. Mieszkam pod lasem w domu z ogrodem, więc moje psy mają gdzie się wyszaleć i jest gdzie z nimi wychodzić na długie spacery.

Obecnie mam siedem beagle w różnym wieku i dwie suczki rasy shiba inu. Jak na hodowlę psów rasowych, nie jest to dużo. Staram się, aby ta liczba nigdy  nie przekroczyła 10. Trudno byłoby mi przy większej liczbie psów zachować indywidualne podejście do każdego z nich i móc poświęcić wszystkim odpowiednią ilość czasu.

photo by Bożena Łukasiewcz

K.I.: Mówi się, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Z moich obserwacji wynika, że wielu osobom wydaje się, że hodowanie psów to sama przyjemność. Z drugiej strony widać, że wiele hodowli zniknęło równie szybko jak się pojawiło. Jakie ciemne strony może mieć hodowanie beagle? Co może się wydarzyć, o czym wiele osób nie ma zielonego pojęcia…

B.Ł.: Myślę, że ludziom wydaje się, że hodowanie psów to bardzo proste, bezproblemowe i dochodowe zajęcie polegające na sprzedaży szczeniaków, które same się rodzą i same wychowują. Nic bardziej mylnego. Przyjęcie na świat i odchowanie szczeniaków to wielkie wyzwanie oraz ciężka praca. Porody bywają czasami długie i trudne, zdarzają się również puste krycia. Prowadzenie hodowli to bardzo czasochłonne i kosztowne hobby, które trzeba po prostu kochać. W hodowli żyją psy w różnym wieku, także te stare, które okres reprodukcyjny mają już za sobą i teraz wymagają jeszcze większej opieki niż wtedy kiedy były młode i w pełni sprawne. Siłą rzeczy zdarzają się więc bardzo przykre sytuacje, takie jak choroby czy też pożegnania na zawsze, bo przecież psy żyją o wiele krócej niż ludzie a śmierć jest częścią życia. Trudno mi mówić za inne osoby, czy dokonywać analizy zachowań innych. Mogę tylko  powiedzieć, że jeżeli robi się to się na prawdę lubi i w co się wierzy to tylko wtedy ma to sens.

photo by Bożena Łukasiewcz

K.I.: Oddają Państwo w ręce nowych opiekunów malutkie, słodkie beagle. Czy trudno się z nimi rozstać?

B.Ł.: Zawsze trudno rozstać się ze szczeniakami, które sprowadziło się na świat i wychowywało. Staram się, aby moje szczeniaki trafiały do odpowiedzialnych ludzi, z którymi potem utrzymuję kontakt. Dostaję od nich maile, zdjęcia i informacje, jak maluchy dorastają i co dzieje się z nimi dalej. To daje mi wiele radości i satysfakcji. Często te znajomości przeradzają się w nowe wieloletnie przyjaźnie. Beagle z przydomkiem hodowlanym „Łaciata Sfora" mieszkają na całym świecie.

photo by Bożena Łukasiewcz

K.I.: Jak wybrać przyszłych opiekunów dla szczeniąt? Co jest dla Państwa najważniejsze? Komu odradziliby Państwo posiadanie beagle?

B.Ł.: Oczywistym jest, że najbardziej zależy mi na znalezieniu dla moich maluchów kochających domów. Dlatego zawsze z potencjalnymi przyszłymi właścicielami  przeprowadzam szczegółowy wywiad, by zorientować się, czy rzeczywiście są świadomi potrzeb tej rasy i czy są  gotowi na nowe wyzwania. Odradzam posiadanie beagle komuś, kto jest bardzo zapracowany i wiadomo, że nie będzie mieć wystarczająco dużo czasu dla psa albo decyduje się na psa, bo tak chcą dzieci.

Uważam również, że trudno jest pogodzić opiekę nad małym dzieckiem z opieką nad szczeniakiem, a potem młodym wymagającym psem. Długo rozmawiam o swoich obawach z przyszłymi opiekunami i często oni sami przyznają mi rację i rezygnują z posiadania psa do czasu, aż dzieci podrosną i nie będą już tak absorbujące. To jest dla mnie bardzo ważne, bo przecież szczęście psa zależy od tego, jak będą się układać jego relacje z nowymi opiekunami.

Uważam, że jeżeli  przyszły właściciel zapewni psu odpowiednią opiekę, poświęci mu swoją uwagę, czas oraz serce  to beagle będzie szczęśliwy nawet w kawalerce w bloku na 10-tym piętrze.  Najważniejsza jest świadoma decyzja i miłość do zwierząt, bez tego nie ma dobrego domu dla psa.

K.I.: Aby adoptować psa za pośrednictwem fundacji należy przejść całą procedurę – ankieta, wizyta przedadopcyjna etc. Decyzja bywa odmowna. Czy zdarza się, że hodowcy także odmawiają sprzedaży psa?

B.Ł.:
Oczywiście zdarzało mi się odmówić wydania szczeniaka, gdy np. uznawałam, że nowi właściciele nie poradzą sobie z jego wychowaniem lub nie będą mogli stworzyć mu odpowiednich warunków do życia albo gdy uważałam, że zakup psa jest wyłącznie zaspokojeniem kaprysu kilkuletnich dzieci. Pies powinien być spełnieniem marzeń wszystkich członków rodziny, a nie tylko dzieci. Taka odmowa wydania psa zawsze oznacza pewną nerwowość na linii hodowca–potencjalny nowy właściciel. Jednak w takich przypadkach dobro szczeniaka zawsze jest dla mnie wartością nadrzędną. Wolę, gdy ktoś się na mnie obrazi niż mieć świadomość, że mój szczeniak jest nieszczęśliwy w nowym domu.

K.I.: Tyle mówi się o wadach np. buldożków. Czy na przestrzeni lat beagle uległa zmianom? W jakim kierunku, według Państwa, zmierzają te zmiany?

B.Ł.: Buldożki to bardzo specyficzna rasa, więc chyba nie ma co porównywać ich z beagle. Wiem ,że nie wszyscy podzielą moje zdanie, ale uważam, że nasze polskie beagle pod względem eksterieru  zaliczają się do światowej czołówki. Cały czas pozostają rasą względnie zdrową. Czy będzie tak dalej, czas pokaże.

K.I.: Hodowanie psów to ogromna odpowiedzialność. Za posiadane psy, za przyszłość rasy. Czy wszyscy hodowcy tak do tego podchodzą?

B.Ł.: Nie mogę mówić za innych. Każdy podchodzi do hodowli indywidualnie i trudno jest stwierdzić, czy obiera dobry, czy zły kierunek.  Hodowla wymaga spokoju, czasu , cierpliwości, doświadczenia i pokory, z naciskiem na pokorę. Myślę, że równie ważna jest współpraca  z innymi hodowcami. No i jak we wszystkim: zachowanie zdrowego rozsądku i umiaru. Gdy się to traci, można wpaść w szaleństwo rywalizacji, zawiści i pomówień, co jest wyniszczające i bardzo niedobre zarówno dla hodowców jak i dla psów. Nie ma nic bardziej groźnego niż niezdrowa ambicja,  pycha i przeświadczenie o własnej nieomylności i wyjątkowości.

K.I.: Ogromnym problemem, szczególnie w przypadku popularnych ras, są pseudohodowle. Czy odczuli Państwo ten proceder na własnej skórze? Czy to prawda, że zdarzają się kradzieże psów z dobrych hodowli? Dlaczego rodowód jest tak ważny?

B.Ł.: Tak, pseudohodowle to duży problem. Niestety ludzie nie zdają sobie sprawy, czym jest prawdziwy rodowód. Nie wiedzą, że istnieje taka organizacja jak Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) i że tylko hodowle w niej zrzeszone gwarantują 100-procentowo rasowe psy.

Pseudohodowle nastawione są tylko na zysk. Zwierzęta żyją w nich  w ciężkich warunkach, bo chodzi tam przede wszystkim  o zminimalizowanie kosztów.  Psy krzyżowane są zupełnie przypadkowo i nieodpowiedzialnie poza wszelką kontrolą . Nie mają zapewnionej odpowiedniej opieki weterynaryjnej, są karmione byle czym. Suki eksploatuje się do końca życia ponad miarę, a te które nie mogą dalej rodzić po prostu skazuje się na śmierć jako już do niczego nieprzydatne. Szczeniaki z takich hodowli są często po prostu chore.

Rodowód potwierdza, że kupujemy psa rasy beagle z udokumentowanym pochodzeniem, a nie zwykłego kundelka w typie beagle’a. Jeśli komuś nie zależy na rodowodzie, niech weźmie psa ze schroniska, a nie zgłasza się do hodowli FCI. Tak też odpowiadam ludziom, którzy do mnie dzwonią i mówią, że chcą beagle bez rodowodu. Brak świadomości w społeczeństwie jest podstawą, która pozwala działać pseudohodowlom.

Ustawa o ochronie zwierząt powinna w swoich zapisach w miarę skutecznie uniemożliwiać działanie pseudohodowlom. Na przykład prawo mówi wyraźnie o warunkach, w jakich powinny być trzymane zwierzęta domowe, czego w pseudohodowlach się nie uświadczy. Ustawa zabrania też sprzedaży i kupowania psów oraz kotów poza miejscem ich hodowli (czyli sprzedaż i kupowanie psów na targowiskach a nawet stacjach benzynowych, bo o takich przypadkach też słyszałam (!) to proceder nielegalny).

W polskim prawie nie ma definicji psa rasowego, co nieuczciwym osobom pozwala na oszukiwanie ludzi. W 2012 roku weszła w życie nowelizacja Ustawy o ochronie zwierząt zakazująca rozmnażanie psów i kotów w celach hodowlanych, za wyjątkiem hodowli zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych. Być może posłowie chcieli dobrze, ale wyszło jak zwykle. Nowelizacja ta w praktyce doprowadziła do usankcjonowania pseudohodowli. Prawo nie określiło, czy owe ogólnokrajowe organizacje muszą mieć jakieś tradycje i wiedzę w dziedzinie kynologii. Doszło więc do tego, że pseudohodowle zaczęły zrzeszać się w organizacje powoływane przez siebie i same sobie wydawać dyplomy, tytuły oraz rodowody bez żadnej to tego podstawy.

Tymczasem w przypadku psów jedyną prawnie uznaną organizacją powinien być ZKwP, który działa już od 70 lat i  jako jedyna organizacja kynologiczna w naszym kraju jest członkiem Międzynarodowej Federacji Kynologicznej (FCI). Tylko ta organizacja powinna mieć prawo do określania wzorca rasy i wydawania dokumentów potwierdzających rodowód psa. Wyobraźmy sobie, że każdy może wyprodukować dowolną substancję i wsadzić ją do tubki pasty Colgate, jeśli tylko jest członkiem jakiejkolwiek organizacji stomatologicznej.  Każdy stwierdzi, że to byłby nonsens, a przecież prawo pozwala na taką dowolność w hodowlach zwierząt domowych. Wzorce ras w hodowlach nie zrzeszonych w ZKwP nie mają wiele wspólnego z tymi z FCI. Kupując „beagle” w pseudohodowli kupujemy tak naprawdę psa beagle’opodobnego (mniej więcej jak jakaś substancja wsadzona do tubki z napisem Colgate).

Zwalczenie pseudohodowli jest łatwe – wystarczy zmiana jednego punktu w ustawie o ochronie zwierząt i dopisanie, że jedyną organizacją zrzeszającą hodowców psów w Polsce jest ZKwP. Wtedy zniknie też problem definicji rasy, gdyż wzorce ras pochodziłyby wprost z FCI.

Myślę, że zmiany w prawie wyeliminowałyby nawet do 99 procent pseudohodowli. O wiele mniej byłoby też psów w naszych schroniskach, gdyż to głównie psy z pseudohowoli tam trafiają.

Pseudohodowle często reklamują się w internecie, wykorzystując kradzione zdjęcia i podszywając się pod hodowle zrzeszone w FCI. Ostatnio coś takiego spotkało również moją hodowlę. To zwykłe oszustwo, z którym trzeba walczyć. Jednak bez wsparcia ze strony prawa, to jak walka z wiatrakami.

K.I.: Jakich, oczywiście potencjalnych, problemów zdrowotnych może się spodziewać opiekun beagle? Czy w przypadku tej rasy popularne są badania w kierunku chorób genetycznych?

B.Ł.: Beagle to w miarę zdrowa i długowieczna rasa (np. żyje wciąż Kilder Łaciata Sfora, który urodził się w lutym 2000 r. i na dzień dzisiejszy ma 17,5 roku). Jednak nie jest tak, że każdy beagle dożyje w zdrowiu sędziwego wieku i umrze ze starości w wieku 16 lat.  W życiu  nie da się wszystkiego przewidzieć i zaplanować. Beagle mogą chorować na różne choroby tak jak wszystkie inne psy czy ludzie. Zdrowie i długość życia zależy nie tylko o potencjału, jaki przynosi się na świat, ale również od wielu czynników zewnętrznych i  środowiskowych, takich jak odpowiednia dieta, właściwa ilość ruchu czy dobra jakość powietrza, którym się oddycha. Ostatnio częste są też przypadki chorób roznoszonych przez kleszcze. Zbyt późne rozpoznanie choroby lub nieodpowiednie leczenie prowadzi do przedwczesnej śmierci psa.

Hodowca oddaje nowym właścicielom zdrowego szczeniaka. Jednak nie jest w stanie przewidzieć, na jakie choroby może on w przyszłości zachorować i mam nadzieję, że każdy to rozumie.

Ostatnio coraz bardziej popularne są testy genetyczne. Na świecie te testy są normą i na pewno dobrze je zrobić, zwłaszcza gdy ma się reproduktora. Gdy reproduktor jest wolny od chorób, to z każdą suką da zdrowe potomstwo ponieważ testy te dotyczą chorób przenoszonych drogą recesywną.

Trzeba również pamiętać o tym, że testy nie są w stanie wszystkiego zagwarantować, bo dotyczą chorób, które praktycznie występują bardzo rzadko. Na choroby, które rzeczywiście mogą być problemem, testów po prostu jeszcze nie ma i cały czas nie wiadomo, jak się te choroby dziedziczą. Mam na myśli np. skłonność do nowotworów, alergii czy każdej innej choroby, na którą może zachorować nasz pies.

KI: Serdecznie dziękuję za ten ciekawy wywiad, poświęcony czas i raz jeszcze za mojego cudownego psa :)

photo by Bożena Łukasiewcz

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O beagle z... behawiorystką, współzałożycielką CONTACT DOGS

Dom wybuchł - beaglowa demolka

O beagle z… członkiem koła łowieckiego, który już od ponad 20 lat poznaje tę rasę

O czym rozmawiają beagle czyli trochę o komunikacji